Logowanie

Charles University in Prague - Praga (Czechy)

....Ostatnie zaliczenie na uczelni, oddanie indeksu, podpisanie umowy o staż i jeszcze szybko do mieszkania skończyć pakowanie torby, które rozpocząłem rano, za godzinę odjeżdża pociąg do Wrocławia. Tak wspominam ostatnie godziny przed wyjazdem na praktykę. Totalne urwanie głowy, pakowanie się w pośpiechu, wszystko po to, aby zdążyć na autobus, który odjeżdża z Wrocławia do Pragi.
Początkowo o możliwości wyjazdu na praktykę zagraniczną podchodziłem z dużym dystansem. Gdyby nie mój współlokator, który dostał się na studia do Pragi, prawdopodobnie w życiu nie odważył bym się nawet pomyśleć o jakimkolwiek programie zagranicznym.Do podjęcia decyzji o wyjazd zwlekałem, aż do ostatniego dnia. -W końcu udało się!- pomyślałem sobie składając w Biurze Współpracy z Zagranicą ostatnie zaświadczenia. Był to jednak dopiero początek mojej przygody z wyjazdem, którego jeszcze tak naprawdę nie rozpocząłem. Głównym warunkiem umożliwiającym bycie beneficjentem programu Erasmus, było znalezienie sobie miejsca, w którym miały by się odbywać owe praktyki. I w tym miejscu zaczęły się schody... setki wysłanych maili z prośbą o staż, wysłane niczym w kosmos, czekając na odpowiedź od obcej cywilizacji.
Po czasie zaczynałem doceniać nawet odpowiedzi z rezygnacją, których niebyło za wiele. Byłem już zniecierpliwiony oczekiwaniem na odpowiedź, postanowiłem wziąć sprawę w swoje ręce, zacząłem wydzwaniać do różnych placówek. Jak się okazało z różnym skutkiem.
Do końca życia zapamiętam fakt, gdy dodzwoniłem się do prezesa klubu sportowego, który nie wykazywał znajomości angielskiego nawet na poziomie podstawowym. Były to moje pierwsze początki z językiem czeskim, zacząłem prowadzić rozmowę po Polsku- jak się okazało, miesiąc później, gdy już byłem w Pradze, niektóre polskie słowa brzmiące identycznie do czeskich znaczą zupełnie co innego!- Do tej pory nie wiem co pomyślał sobie o mnie ten pan, gdy usłyszał w słuchawce: „Szukam Pana Karela, który jest głównym fizjoterapeutą klubu". Zaciekawionych odsyłam do słownika polsko-czeskiego, aby sprawdzili co oznacza słowo SZUKAĆ.
Jest, dostałem się!- krzyknąłem głośno- tysiące wysłanych maili, rozpaczliwe próby dzwonienia i w końcu udało się. Odpisał do mnie Karel Pelikan, główny fizjoterapeuta klubu sportowego Tatran Stresovice. Dalej poszło już jak z płatka. Dogadaliśmy się odnośnie terminów (rozpoczęcia i zakończenia praktyk) oraz moich zadań w klubie. Pierwszy dzień miną mi błyskawicznie, na szczęście mój koordynator mówił perfekcyjnie po angielsku, także niebyło żadnych barier językowych.Warto wspomnieć, iż Tatran oprócz sekcji żeńskiej siatkówki, posiadał także florbal. No właśnie.... Co to jest florbal? Otóż obrazilibyśmy tym pytaniem nie jednego Czecha. Florbal jest niczym innym jak u nas popularnym w szkołach unihokej. Sport ten jest także popularny w takich krajach jak: Finlandia, Szwajcaria, Szwecja, Słowacja. Krótko mówiąc florbal jest popularny w krajach, w których hokej stoi na wysokim poziomie sportowym.
Jeżdżąc z klubem nie tylko po Pradze, ale także zwiedzając najdalsze zakątki Czech, okazało się iż mój klub, w którym jestem fizjoterapeutą jest najbardziej utytułowanym klubem w Czeskiej Republice. Szybko nawiązałem kontakt z zawodnikami, czułem się częścią zespołu. Ku mojemu zdziwieniu nie traktowali mnie jak praktykanta, który przyjechał na staż, lecz jak swojego.
Z Tatranem po dwóch miesiącach pracy świętowaliśmy już po raz piętnasty tytuł mistrza- finałowy mecz był bardzo uroczysty, w hali „O2 Arena" było, ponad 8 tys. Ludzi.
Pracę rozpocząłem także z innymi klubami: Boheamians Praha, Pvk Olymp oraz SK Slavia Praha- jeden z najlepszych klubów piłkarskich w Czechach.W Slavii pracowałem z drużynami młodzieżowymi- u17 i u18. Tak, z pewnością mogę powiedzieć, że praca z przyszłością czeskiej piłki nożnej sprawiała mi najwięcej satysfakcji. Głównym zadaniem było prowadzenie zajęć prewencyjnych przed kontuzjami oraz prace manualne z kontuzjowanymi piłkarzami. Najmilej wspominam obóz przygotowawczy do sezonu w Usti nad Orlice. Byłem zdumionym warunkami jakie mieli do dyspozycji zawodnicy Slavii.
Malowniczo położone boisko pomiędzy górami oraz basen stanowiły część kompleksu sportowego, w którym byliśmy zakwaterowani. Dużo przyjemności sprawiały mi także treningi z siatkarkami PVK Olymp. Z Karelem przychodziliśmy około godziny wcześniej, przed treningiem, aby przygotować dziewczyny do treningu. Także i tu czułem się jak u siebie, pomimo czasami kapryśnych humorów drużyny. Z zespołem zdobyliśmy vice mistrzostwo Czech. Niestety po sezonie drużyna z powodu niskiego budżetu musiał sprzedać czołowe zawodniczki do innych klubów.W Pradze razem z Marcinem mieszkaliśmy w akademiku- kolej Hvezda. Miałem wrażenie, że jest to jedna z nielicznych pozostałości po komunizmie, która powinna zostać dawno wyburzona. Poziom wyposażenia oraz standardu pozostawiał wiele do życzenia. Jednak lubiłem tu wracać po dniach ciężkiej pracy. Kolej hviezda to nie tylko akademik pamiętający lata świetlności Vaclava Havla, ale także ludzie, którzy przyjechali studiować z najodleglejszych zakątków świata. Najlepszym tego przykładem mógł być Tepe z Japoni- ku mojemu zdziwieniu znający podstawy języka polskiego-. Dzięki wielokulturowości mieszkającej w Hviezdzie mogliśmy wymieniać się cennymi doświadczeniami opowiadając sobie o zwyczajach i tradycjach panujących w naszych krajach. Do tej pory utrzymuje kontakt z finem mieszkającym w akademiku, był także graczem Tatranu. Czesky je hezky (piękny). Czesi są dumni z melodyjności swojego języka.
My Polacy śmiejemy się z języka czeskiego a Czesi ...z polskiego. Ile kroć rozmawiając z Marcinem na praskich ulicach słyszałem cichy chichot oraz wzroki skierowane w naszym kierunku. Pytając się swoich Czeskich znajomych, co jest takiego zabawnego w Naszym przepięknym języku, okazały się wyrazy dźwiękonaśladowcze. Czesi słysząc jakże popularne: „Chrząszcz brzmi w trzcinie w Szczebrzeszynie", wybuchają śmiechem. Osobiście uważam, że i tak nic nie przebije czeskiej zjeżdżalni- tobogan, który brzmi niczym indiańskie plemię czy też skanka- svihadlo.

Czesi na pierwszy rzut oka, wydają się być nieśmiałymi ludźmi. Z trudnością na ulicy przychodzi im powiedzieć czeskie popularna Cau- cześć, a co dopiero spojrzeć przy tym w oczy. Dopiero przy bliższej znajomości, okazują się być niezwykle miłymi i wdzięcznymi ludźmi. Na ulicy pytając o drogę bez żadnego problemu postarają się wytłumaczyć jak dotrzeć w dane miejsce.

Będąc w Pradze nie mogę pominąć piękno oraz kultury tego miasta.

Słysząc od znajomych Praga to Hradczany i Most Karola, prawie wybucham ze złości za brak poszanowania i nie wiedzy o Pradze.

Owszem są to sztandarowe miejsca, ale Praga to także: Letenske Sady- miejsce spotkań studentów i młodzieży, to tu odbywane są koncerty, ale przede wszystkim stąd rozprzestrzenia się najpiękniejszy widok na Stare Miasto oraz Wełtawę z licznymi mostami. Kolejnym miejscem wartym polecenia jest Smichov. Właśnie tutaj rozlewa się duma praskiego chmielowego napoju- browar Staropramena. Chcąc zobaczyć jak wygląda prawdziwa czeska knajpa, w której na swój kufel pracuje się latami, nie można przeoczyć tej jakże specyficznego miejsca, co ważniejsze, nie zobaczysz tutaj niedzielnych turystów. Najbardziej kulturalną i artystyczną dzielnicą jest Zizkov, miejsce spotkań poetów i artystów. Tutaj także znajduje się jedna z najwyższych wież w Czeskiej Republice, która nowicjuszom służy za punkt orientacyjny w Pradze.
Najbardziej urokliwym regionem Pragi , niestety opanowanym już przez turystów jest Mala strana, gdzie znaleźć można między innymi ścianę Johna Lennona oraz malownicze ogrody rozprzestrzeniające się ku zamkowi.
Dzięki podjęciu decyzji o wyjazd do Pragi, zdobyłem nie tylko cenne doświadczenie, ale także zetknąłem się z kulturą, która przez wielu została niedoceniona, niedostrzeżona.

Z niecierpliwością czekam na kolejnym wyjazd z programu Erasmus.

Miejte se hezky,

Nashledanou!

Mateusz Filipiak - II SUM Fizjoterapia